Gdynia cztery.

Po wyprawie do Gdyni, aparacik poleciał do depozytu. Zaczynał trochę zawadzać, kiedy to trzeba było iść na koncerty, a przemycić takiego klocka byłoby trudno (choć niektórym się to udawało). Tak sobie przeleżał, aż do powrotu z The Prodigy. Czy to źle? Może i tak, ale przynajmniej był bezpieczny, a przy moim open’erowym szczęściu to chyba nawet lepiej, że tam pozostał. W sumie dzisiejszy wpis jest o niebie. Kto był i widział ten wie, że wschód wygladał konkretnie. Mam kilka fot z tego, ale z żadnej tak do końca nie jestem zadowolony. Jednak coś wybrałem, a czy się podobają to oceńcie wy.


Tak wyglądało pole w pełnej okazałości. Namiot na namiocie. O dziwo nikt się nie gubił (chyba).

Wschód zaraz po powrocie z ostatniego koncertu.

Pełna okazałość.

W komentarzach padło pytanie czym focę. No to odpowiadam. Canon 350d i dwa obiektywy: Kit 18-55mm f3.5-5.6 oraz stałka 50mm f1.8.
PS Zdaję sobie sprawę, że ten wpis nie jest najciekawszy :P. Ale spokojnie, pomimo, że open’er się skończył my pozostaliśmy w Gdyni jeden dzień dłużej. Jutro też będzie wpis.