Gdynia piąty raz.

Koncerty się skończyły. Skończył się Open’er 2009. Pole namiotowe czynne do 12. Już dawno po tej godzinie, a ludzie na polu ciągle siedzą. Jakoś namiotów nie składają. Nie spieszy im się. W sumie nie do końca. Wystarczyło poczekać do jakiejś 13-14 żeby zobaczyć małe śmietnisko Babie Doły. Oprócz śmieci jest masa porzuconych rzeczy – przede wszytskim namiotów. Wystarczyło mieć ochotę i taki porzucony namiot złożyć, a następnie zabrać do domu. Wybór całkiem spory. Najwidoczniej ludziom nie opłacało się ich zabierać w drogę powrotną. Inni na tym korzystali. Co oprócz namiotów? Alkohole. Pozdrowienia dla chłopaków, którzy uzbierali siatkę wypełnioną piwami i innymi trunkami. Nawet jedzenia było sporo. Ciekawa sprawa. Polecam zostać za rok i to zobaczyć.

Wspomniane wyżej śmieci.


Bez kubka, łyżeczki, gorących kubków i czajnika/grzałki nie wybieraj się na pole!

Ostatni odjazd z Babich Dołów

Dworzec PKP Gdynia. Wypełniony po brzegi uczestnikami open’era. Jest ich mnóstwo, śpią, leżą wszędzie. Szkoda, że nie miałem okazji na więcej fot z tego miejsca. Wbrew pozorom nie przybyliśmy na dworzec, żeby czekać na pociąg. Czekała nas jeszcze jedna noc w Gdyni.

Jutro też napiszę.