Gdynia raz.

Noc z 30 czerwca na 1 lipca. Godzina odjazdu – kilka minut po północy. Sam początek, a już nie do zapomnienia. Początkowo start miał odbyć się ze stacji Kraków Główny, ale chcąc sobie wcześniej zaklepać miejsca postanowiliśmy jechać z Krakowa Płaszowa (zostaliśmy poinformowani że nasz pociąg tam będzie, albo ja źle uszlyszałem :P). Po dojechaniu do tego drugiego(pociągiem), okazało się, że nasz transport do Gdyni się tam nie zatrzymuje. No to powrót na wariata z dziwnym taksówkarzem na Główny. Dobrze, że się udało :P.

Pusty Płaszów.

Po powrocie na Główny przyszedł czas na odnalezienie miejsca odjazdu.

Pociąg pędził jak szalony. Jakieś 14 godzin starał się przekroczyć barierę dźwieku. Bezskutecznie

Miało to być 14h poznawiania open’erowiczów, picia różnych rzeczy etc. Jak się jednak okazało nasz wagon wypełniony był głównie starymi ludźmi. Początkowo myśleliśmy, że oni też do Gdyni, ale jacyś mało imprezowi byli. Trzeba było sobie radzić we własnym przedziale.

Z tego miejsca Pozdrowienia dla dwóch dziewczyn jadących na Open’era we dwójkę w jednym przedziale :).

A co było po 14h jazdy pociągiem? Postaram się opisać już jutro.

PS przypominam ze do komentowania wymagany jest adres e-mail (jest on niewidoczny)