Opek 2011 cz.4

1
Czyli ostatni wpis. Jak widać cały czas okołoopenerowy. Ciężko w sumie o coś innego, kiedy wnoszenie lustra na teren koncertów jest utrudnione.
Przy okazji tego zdjęcia muszę przyznać, że darmowy transport na openerze zasługuje na piątkę. Często, w miarę szybko, bez większych problemów, czasami ciasno, ale to normalka na takim festynie.
2
W oczekiwaniu na autobus. Po raz kolejny nuda (i głód) do godziny 16, a czesto i później, zmusza nas do odwiedzenia centrum.
3
i jedno z moich ulubionych zdjęć tej edycji. Spacer po Gdyni w stronę przegenialnej naleśnikarni. Tego trzeba spróbować osobiście.
4
koktajl do naleśnika
5
Koleżanki z naleśnikarni, które gdzieś zniknęły. Może zaglądają tutaj ;p?
6
No i powrót. Całkiem szybki, bo TYLKO 10h (ha ha). Polecam zakup biletów pkp przez neta, mega wygoda. Aż dziwne, że taki system działa w naszym kraju (prawdopodobnie działa tylko dla pociągów IC)
7
Czas w pociągu wypełniałem muzyką. Warta odnotowania jest logika pkp w numerowaniu wagonów – 22,21,3,6,18,20,15. No i to, że sporo osób miało wykupioną miejscówkę, która nie istniała. Kochane PKP.
8
No i tak skończył się festiwal. Największy, polski, lans i w ogóle. Zmęczony, ale w sumie szczęśliwy. Lineup, który wydawał się słaby okazał się całkiem ciekawy. Jak zwykle wszystkie minusy gdzieś tam się schowały w cieniu atmosfery i ludzi, którzy ją tworzyli. No właśnie, pozdro dla wszystkich, których spotkałem, piłem, bawiłem się itd. w sumie bez Was ten festyn byłby żałosny. Kocham was :D.
Nie byłem świadomy, że zaraz po powrocie będę pakował się na Słowację, na Pohodę. Nie byłem też świadomy, że pokocham ich festiwal, ale o tym w kolejnym odcinku ;).