Zima?

a czemu nie? Snowboard mniejszy niż trzy.

a czemu nie? Snowboard mniejszy niż trzy.

słaba fota na słaby dzień

Kraków, Karmelicka.

To już ostatni wpis z open’era. Wiem, że mało, ale jakoś mniej w tym roku skupiałem się na fotografowaniu.




Koleś wygrał open’era tą koszulką =D.


Nie ma opisów koncertów. W internecie ich wiele, kto był ten wie co było dobre, a co nie. Warto jechać choćby dla atmosfery.
Trochę czasu już upłynęło od zakończenia open’era, a na moim blogu nie ma nawet 1 zdjęcia z tego eventu. No cóż praca. Dzisiaj część pierwsza. Może się okazać, że wpisów poświęconych tej edycji będzie mało, a to ze względu na rozładowany akumulator, który non stop zapominałem naładować ;]. Zastanawiałem się czy dodawać wszystkie foty, bo niektóre nadają się na osobny wpis, ale chyba jak ma być openerowo to niech będzie. Jedziemy

Towarzysze podróży, których serdecznie pozdrawiam! Gdyby nie Wy, zapomniałbym biletu na open’era =D (bo oczywiscie odjazd z Krakowa nie może odbyć się normalnie, zawsze coś musi pójść nie tak)

Wiesz dlaczego Częstochowa? Bo się często chowa. HE HE. A ten Pan po prostu czeka na swój pociąg. Każdy w swoją stronę.

A to już poranny widoczek z okna pociągu. Do tego orzeźwiające poranne powietrze i podróż w pociągu jest przyjemniejsza.

Po lewej nasz pociąg, po prawej punkt docelowy – Gdynia Główna. Odcinek pokonany w około 13h. PKP jak zwykle szybkie i niezawodne.

W przedziale nie zabrakło inżyniera (pozdro Bohun), który zatrzymał okno i schłodził wodę 😉

Okolice Trójmiasta

Kolejny Pan czekający na pociąg. Znowu nie na open’era. A szkoda, bo widziałem kilka osób po 60 (na oko) bujających się na koncercie Kings Of Convenience.

Ale w końcu jest. Ulubiony dworzec?

Szybko zebraliśmy się i wpakowaliśmy się w autobus, który miał nas przewieźć na teren festiwalu. Tutaj pierwszy FAIL tegorocznej edycji. Autobusy typu zeszłorocznej 109 nie były darmowe. Minusik Panie Ziółek, bo mało kto o tym wiedział i posypały się mandaciki (miałem jakieś szczęście, bo nie dostałem.). Na zdjęciu kolejka do opaskowni. Całkiem szybko minęła.

Jest i opaska. Brzydkie, szerokie, ale przyzwyczaimy się. Tutaj FAIL numer dwa. Brak smyczy z lajnapem 30 czerwca. Może drukarnia się nie wyrobiła, może z dostawą coś było nie tak, jednak nie było to fajne. Oczywiście później były dostępne, jednak trochę późno, wolałem iść na koncert niż czekać w kolejce po smycz.

Rozbijanie namiotu, kilka fot ekipy, piwo. FAIL numer trzy – brak prądu pod prysznicami przez pewien czas. FAIL numer 4 awaria sieci wodociągowej. Okej każdemy się może zdarzyć, ważne że udało się to naprawić i później było sponio.
Geniusz ekipa, geniusz ludzie, internet ma moc. CHAPmoc.

Ulubione zdjęcie tej edycji opka. Korki 16/10.

Później tradycyjny wypad na plaże, po raz kolejny świetna impreza 😉

I plażowe widoczki, bo zdjęcia z imprezy są zbyt prywatne 😉


Pożegnanie z plażą (takie oficjalne, bo przeciez tam wróciłem :D) i pierwszym dniem. Następnego dnia miały zacząć się koncerty. Podsumować? Świetny dzień, który nie został zepsuty nawet pomimo kilku wpadek organizatorów. Wszystko elegancko, w nocy zimno w namiocie, nad ranem sauna. To są uroki festiwalu. Uroki, za którymi się później tęskni.
PS Przypominam, że możecie być na bierząco z wpisami i dostawać powiadomienia na Facebooku wystarczy kliknąć tutaj FOLLOW

Robię wszystko żeby się nie uczyć ;). Tak więc podłączyłem bloga pod facebooka. Możecie być na bieżąco z wpisami klikając Lubię to. Zobaczymy jak to będzie działać ;).
Poza tym do opener tuż tuż. Oczywiście organizacja wyjazdu nie jest nawet we wczesnej fazie, ale spoko zdążę.
W tym roku nie będzie relacji z krakowskich Wianków – zostały odwołane.

Okej siemasiema. Czerwcu mijaj już. Wygląda na to, że jednak pojadę na open’era. OSOM!
Naprawiłem chyba komentarze. Chyba.

Dzień drugi. Zaczęliśmy od HUSH HUSH PONY i STENDKA (tak się to odmienia?). Pierwsze nie wiem o czym było, a STENDEK robił sztukę, więc tego nie rozumiałem. Animacje nawet nawet, muzyka okej, w sumie fajny chillout kolo zrobił(co widać na focie), ale mało ciekawy. Szkoda, że nie miałem okazji zobaczyć AXMUSIQUE.. Słuchając AX na PC brzmiało to całkiem interesująco, no ale kto ich wrzucił w taką godzinę? : /.


Zmyliśmy się w stronę gastro. Tam Dżony pod bernem bałnsował (ciekawi znajda szczegóły na FB). Jednak bałnsowanie było nudne, więc dżony, a w raz z nim cała gromadka wystąpiła w TV ALTER ART (Czyli kręcimy wszystko co się da, bierzemy kase, ale nikomu nie pokażemy co nagraliśmy. Ciule.). Może kiedyś będziemy na jutube.


Pierwszym koncertem tego dnia, który widziałem całości był Delphic. Znany jako Delfin. Połowa składu zespołu Ivan (nie wyszedł na scene pomimo próśb publiki) i Delfin. Ogólnie znośnie. Trochę słaby kontakt z publicznością. Później przechadzali się po festynie. Ciekawe co sobie pomyśleli, kiedy rozkminili jakie to małe.


Później było Metronomy. Pierwszy koncert, na którym nie mogłem zostać do końca. Jakie to było słabe. Nawet głos wykastrowanego mudżina nie polepszał sytuacji. Lipa, wyszedłem z namiotu.
Następnie był koncert Booka Shade. Akurat tutaj nie mam żadnej fotki, ale koncert udany. Kolo, który chował się za pudełkiem wyglądał trochę jak ten blondyn z Modern Talking. Kto by pomyślał, że to Niemcy.






No i najdłużej oczekiwany koncert. Maxi Jazz, Sister Bliss. Było osom jak dla mnie. Ten filmik daje radę konkretnie(od 3 min). Byłem podjarany na maxa i nie zawiodłem się. Było konkret. I Can’t Get No Sleep!

Na koniec BOYS NOIZE. Spodziewałem się wiele, a wyszło tak średnio. Czegoś brakowało (szczególnie porównując to co zrobiły buraki). Publika chyba się nie zawiodła. Ja w sumie też nie, ale oczekiwałem więcej.
Dobra masłomaślane. Seler sobie minął, ten wpis jest spóźniony. Dobre rozpoczęcie festivalingu (taki sport dla lansu). Dziękować wszystkim, których poznałem i też nie, wszystkim którzy odwiedzili bloga i wywalili staty w kosmos bijąc rekordy oglądalności. Jesteście osom : *. Mam nadzieję, że będziecie tutaj zaglądać. CU


Selector Festival 2010. Druga edycja. Już podczas ogłaszania wykonawców stwierdziłem, że jechać trzeba (Faithless!). Festiwal przeniesiony został na teren muzeum lotnictwa(Błonia pod wodą). Szczerze zwisa mi to, w którym miejscu Krakowa ma się ten festiwal odbywać, ale skoro była okazja to trzeba było wykorzystać teren, a nie wszystko na kupie! Panowie z AA – na następny raz rozłóżcie wszystko jakieś 20-30m dalej od siebie i będzie cacy. Na zdjęciu po lewej strefa gastro (kolejny minus za brak kuponów!), a po prawej Cameron Diaz i Kuba w wersji CC.


Gastro i ToiToiki (Maćkowi gratuluje lusterka z Toika!)


W zasadzie w piątek zacząłem od sprawdzenia wszystkiego po trochu w tym KUKUKURABURKABRABABURBARA SOUNDSYSTEM, PANDOID, FRIENDLY FIRES, HELLOW DOG (się Pani wczuwała, ale wczuć się nie mogła, słabaś jest!). Większość wymienionych sprawdziłem z ciekawości, nie było źle (poza Hellow Dog) ale jakoś nic mnie nie porwało. Pierwszym występem, który chciałem zobaczyć była Uffie. Jakie wrażenia? No cóż, są 2 opcje – Uffie ssie na żywo albo dźwiękowcy zassali. Obstawiam jedno i drugie. Zawiodłem się na Twoim występie Uffie, ale SPODENKI miałaś OSOM.


LOWE THIEVERY CORPORATION! Kolesie po prostu zmiażdżyli. Klasa sama w sobie. Na zdjęciach ręce Dżonego, który jak ja i Kuba jarał się tym występem. Boskie dźwięki, których opisać się nie da. Zrobili na mnie ogromne wrażenie. BRAWO!






BLOODY BEETROOTS, znani też jako BLADE BURAKI, krótko mówiąc roznieśli cały festiwal w drobny pył. Nie da się tego opisać. Ludzie próbowali kręcić filmiki, ale na większości widać rozmazany obraz, krzyk pisk, wrzask (łóp! łóp) i dokładnie takie nagrania najlepiej oddają co tam się działo. Kosmos, którego się nie da ogarnąć. Nie ogarniam do dzisiaj :D. Czadu! Chcemy więcej!




Przedostatnim wykonawcą był CALVIN HARRIS (aka JAN KALWIN). Dał chłopak radę, nawet się nie spodziewałem tak dobrego występu. Byłem trochę zmęczony po Burakach, ale nie dało się stać w miejscu przy muzyce Kalwina :). Świetne wykonanie „Ready for the weekend” i innych kawałków zrobiło swoje. Na minus zaliczę Pana na perce, który sprawił, że niektóre kawałki brzmiało bliźniaczo :/. Ogólnie cały występ na spory plus.

Na koniec AUDIO BULLYS. No cóż, MC był w zasadzie słaby i wielu miejscach przeszkadzał mi w odbiorze zajebistych beatów. No właśnie Panie na mikserze – gud dżab! Fota taka, bo stwierdziliśmy, że pobaunsujemy na siedząco. Przy bitach AB pierwszy dzień Selercia dobiegł końca. Sobota już na nas czekała.
Na koniec dziękuję Ochronie za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby, co do wniesienia aparatu :*. Jak dobrze pójdzie to jutro (albo we wtorek) będzie fotorelacja z drugiego dnia :).
PS Pozdro dla wszystkich spotkanych osób! Dajcie znać w komentarzach czy żyjecie 😛

Ostatnio mało bloguję. Zwyczajnie brak czasu. Większość fot po prostu mi tu nie pasuje. Chociaż czasami coś ciekawego się znajdzie jak ta fota powyżej :). Już dawno nie było tak, żeby bajejowi brakowało czasu :P. Wszystko się zmienia. Tymczasem już tylko 7 dni do SELERA. Kto nie jedzie ten trąba. Powinienem chyba zapodać muzykę hmm, może coś z sele? TO będzie pasowało ; ]. Nie do zdjęcia, ale do tekstu ;D







Ja cykam foty, oni łowią ryby. I jest fajnie. Nawet z piosenką

Dżę dobry. Kurde, chyba nie pojadę na openerka : (.
Daję milion monet za rozszyfrowanie słów w tym kawałku. Mowa o części od 9 do 44 sekundy.

Kraków na szaro. Kadr z szuflady, taki pstryk. Co tam ciekawego? No kwiecień minął, całkiem szybko. Coś ten czas ostatnio przyspiesza, a ja zastanawiam się co tu ciekawego naskrobać. Może w maju będzie fajnie? Ma ktoś jakąś fajną nutkę? Chętnie wkleję ją do wpisu.

Kiedy PC przestaje działać, to nagle jest czas na wszystko ;].

Długo się zastanawiałem czy wrzucać każde osobny, czy taki mix. Jak widać padło na mix ;). Pożaru nie było, to tylko ćwiczenia.

Aparat zawsze przy sobie, a czasami zapominam, a czasami myśle, że mi sie nie przyda, że będzie przeszkadzał i nie biorę. WRONG! Tyle ciekawych kadrów uciekło, ale może wrócą ;].
Męczące.
Dalej Dalej reklamo ech.

Pomysł na tekst i muzykę? Hmm, ciężko dzisiaj. Może TO?. A czemu ostatnio nic nie może pójść po mojej myśli?

100% zajączka i jajek. Gdzie mój polot do focenia?

Marta Bizoń w Kalwarii.