Nad Wisłą w Krakowie



3 miejsca w tej samej okolicy, którą mijam idąc do i z pracy.



3 miejsca w tej samej okolicy, którą mijam idąc do i z pracy.





Zdjęcia o niczym, ale mają to co lubię, pięknie rozmazane tło – bokeh. Takie zalety pełnej klatki :). Więcej już niebawem.

_
_

_
_
_
_

Z miasta do lasu.


_

















_


_


Iggy, którego fotografowałem (niestety) z publiki. Co za koncert!



_
_

_



_








_









_

_

Coś co już dawno powinno się tutaj pojawić.

No to jedziemy na open’era :). Zrobiłem wydarzenie na fb o wspólnej podróży i tyle ludzi przyszło : O

TLK wprowadziło obowiązkową rezerwacje miejsc, a że każdy miał gdzie indziej to postanowiliśmy siedzieć gdzie popadnie byle razem 😉

Podróż na open’era musi mieć ciekawe widoki za oknem. Tutaj Warszawa około 4 czy 5 nad ranem.

Ciężko było zasnąć, ale niektórym wychodziło to całkiem nieźle

Po przyjeździe niektórzy byli załamani pogodą. Chłodno, trochę mokro

Nam to nie przeszkadzało 😀

Dzień zerowy jak zwykle minął na tradycyjnym posiedzeniu na plaży, a fotka już z powrotu. Warto zauważyć – ciągle widać trawę

Hipsterzy mieli strach w oczach, bo mogli się ubrudzić!

Strach w oczach

Strach w oczach

Trzeba było wyluzować

iść na żywioł

Albo się hipstersko przygotować

Albo olać Babie doły i wyjechać do centrum

Gdzie błota nie było

Albo zostać na miejscu i pić.

niektórzy jedli i pili w pośpiechu. My też!

Cisza przed burzą

shitstorm

shitstorm

Idziemy na koncert. /komórką

No i się wypogodziło, a błoto zostało /komórką


Z szuflady, bo ciągle nie było odpowiedniego momentu na przywitanie się z zimą.








4 linki, 4 podejścia do pohodowej relacji. Polecam
1. Trojanowa
2. Niezalowa
3.Popupowa
4.Draxowa

Czyli ostatni wpis. Jak widać cały czas okołoopenerowy. Ciężko w sumie o coś innego, kiedy wnoszenie lustra na teren koncertów jest utrudnione.
Przy okazji tego zdjęcia muszę przyznać, że darmowy transport na openerze zasługuje na piątkę. Często, w miarę szybko, bez większych problemów, czasami ciasno, ale to normalka na takim festynie.

W oczekiwaniu na autobus. Po raz kolejny nuda (i głód) do godziny 16, a czesto i później, zmusza nas do odwiedzenia centrum.

i jedno z moich ulubionych zdjęć tej edycji. Spacer po Gdyni w stronę przegenialnej naleśnikarni. Tego trzeba spróbować osobiście.

koktajl do naleśnika

Koleżanki z naleśnikarni, które gdzieś zniknęły. Może zaglądają tutaj ;p?

No i powrót. Całkiem szybki, bo TYLKO 10h (ha ha). Polecam zakup biletów pkp przez neta, mega wygoda. Aż dziwne, że taki system działa w naszym kraju (prawdopodobnie działa tylko dla pociągów IC)

Czas w pociągu wypełniałem muzyką. Warta odnotowania jest logika pkp w numerowaniu wagonów – 22,21,3,6,18,20,15. No i to, że sporo osób miało wykupioną miejscówkę, która nie istniała. Kochane PKP.

No i tak skończył się festiwal. Największy, polski, lans i w ogóle. Zmęczony, ale w sumie szczęśliwy. Lineup, który wydawał się słaby okazał się całkiem ciekawy. Jak zwykle wszystkie minusy gdzieś tam się schowały w cieniu atmosfery i ludzi, którzy ją tworzyli. No właśnie, pozdro dla wszystkich, których spotkałem, piłem, bawiłem się itd. w sumie bez Was ten festyn byłby żałosny. Kocham was :D.
Nie byłem świadomy, że zaraz po powrocie będę pakował się na Słowację, na Pohodę. Nie byłem też świadomy, że pokocham ich festiwal, ale o tym w kolejnym odcinku ;).

Dzisiaj będzie raczej mniej openerowo, ale też fajnie :D. Na pierwszym zdjeciu randomowi ludzie, którzy zapozowali spontanicznie, kiedy wyciągnąłem aparat. Duży plus :). Chciałem napisać, że troszkę niewygodnie się zrobiło w Gdyni przez remont dworca, ale okej, przeżyjemy i za rok będzie ładniej.

SKMki są strasznie popularne w Trójmieście. Dla chętnych były opaski openerowe (za dopłatą), które robiły za bilet podczas openera. Nie wiem ile kosztowały, ale znając AlterArt to był to drogi ficzer.

Gdynia to bardzo fajne miasto. Całkiem schludnie tam mają, trolejbusy, ładna muzyczka z głośników na światłach, świetne naleśniki. Była okazja, żeby to wszystko pooglądać, bo do 16 a nawet dłużej na openerze nie ma co robić (nie licząc picia, spania i prysznica).

Cała hipsteriada przybywa więc co mini centrum handlowego „Batory”, w którym są dobre lody, płatna toaleta i ochroniarz, który na widok tego, że robię zdjęcia podszedł i powiedział „PLIS NO FOTO HIR”. Posłuchałem go :D. Oczywiście kiedy zaczął padać deszcz to wszystkie pelerynki, kalosze i podobne rzeczy przeciwdeszczowe zostały natychmiast wykupione.

A koło CH był ciekawy blok.

Były też odwiedziny u Babci M. która była bardzo gościnna i miła. Były ciastka i truskawki! Pozdrawiamy!

Później powrót na pole namiotowe i zdjecia wielu japek, których pewnie tu nie pokaże ;). Koncerty, deszcz i inne takie. Do następnego wpisu 😉

Poprzednie zdjęcia były krótkim wstępem do openerowej relacji. Kolejny wpis uzupełniam dopiero teraz, ponieważ nie miałem dostępu do neta ;). Wybrałem się, na spontanie, na słowacki festiwal – Bażant Pohoda (ale o nim i porównaniu go do openera znacznie później).
Wracając do naszego polskiego hajnekena – na teren festu przybyłem dosyć wcześnie w środę. Było jeszcze zamknięte, wszyscy chillowali pod drzewkami, popijając piwko, robiąc sobie kanapki, słuchając muzyki i nie tylko. Sympatycznie.

Wejscie na pole otwarto jakoś koło 11. Wszystkie hypstery rzuciły się jak szalone po opaski.


Ładna publiczność przybywa na tego openera. Po opaskowaniu przyszedł czas na namioty, ogarnięcie się po podróży etc. Co ciekawe, w tym roku pole namiotowe było znacznie większe i nie otrzymaliśmy żadnych wskazówek typu „ciaśnieciaśniej te namioty”. Mieliśmy sporo miejsca, a dojście w nocy do swojego „mieszkanka” nie wymagało skakania pomiędzy linkami, śledziami itp. Dodatkowym smaczkiem były darmowe prysznice z niekończącą się ciepłą wodą. Znajdowały się one na polu C (czyli daleko). Większość o tym nie wiedziała i korzystała z podobnych, ale płatnych po 3zł. Nie do końca ma to sens, no ale przecież to opener. Środowa pogoda prawie za milion dolców, więc zgodnie z tradycją wybraliśmy się na plażę

Ból stóp to jeden z headlinerów tej edycji. Plażę tego dnia odwiedziłem chyba 3 razy. A na całym wyjeździe zrobiłem milion kilometrów pieszo. Dosłownie.

Plaża w wydaniu 2011 to jedno słowo – chillout. Ktoś wie jaka była woda?


Ładna publiczność.

Ładny piasek
Romantyczne kizimizi

Mniej romantycznie. ProTip #1 – nie kupujcie wódki o nazwie vodka.pl. TO JEST DRAMAT. ProTip #2 – blokersi z Gdyni wolą Arkę Gdynia, a nie Lechię Gdańsk, pamiętaj o tym.


Następnie przyszedł czas na spanie (jak zwykle gdzieś nad ranem). Jak później się okazało, środa była najlepszym pogodowo dniem (i co z tego?). Deszcz i tak miał swój urok na koncertach :).